| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Tagi
RSS
środa, 10 maja 2017

Maj to mój ulubiony miesiąc w całym roku. I to wcale nie dlatego, że właśnie w maju obchodzę urodziny (choć też!), ale głównie dlatego, że dni są długie, ciepłe, słoneczne i chce się żyć. Niestety w tym roku maj zmylił nas totalnie... Zamiast ciepełka, słoneczka i długich popołudni na świeżym powietrzu mamy poranne przymrozki, przelotne opady śniegu i do 12 stopni w dzień... Wiosno! Gdzie jesteś!?

Co u nas? Samo dobre :-)

Córunia - kocha przedszkole, uwielbia swoje Panie wychowawczynie, zachwyca się koleżankami i kolegami, chodzi do Egurrola Dance Studio, a taniec stał się jej miłością. Mówi, śpiewa, recytuje, zadaje setki pytań dziennie :-) I mimo, że czasem nie jest łatwo nam się dogadać, bo chce rządzić ponad wszystko i wszystkim to jest wspaniale. Bycie jej mamą to dla mnie największe szczęście w życiu.

Mąż - przyszły upragnione zmiany zawodowe i awans. Mój ukochany stał się szefem Działu Sprzedaży Detalicznej i cóż mogę powiedzieć - dumna jestem z niego bardzo :-) Każdego dnia uświadamiam sobie, że jest moją największą siłą, wsparciem, moim najlepszym przyjacielem i największą miłością :-) 

Ja - w pracy czuję się wspaniale. Fantastyczni ludzie, fajna młodzież i mnóstwo nowych znajomości to coś czego potrzebowałam. Poza tym praca, która daje mi satysfakcję to dokładnie to, czego brakowało mi od dawna w korporacji. 

Niedawno miałam bardzo ciężki okres. W kwietniu sporo chorowałam, a w zasadzie cięzko nazwać to chorobami - raczej permanentnym przeziębieniem. Czułam się do tego stopnia źle, że postanowiłam wyjechać na majówkę do moich rodziców. A z tego względu, że miałam cały tydzień wolny - pomysł zrealizowałam. I nie żałowałam. U rodziców naładowałam baterię, bardzo odpoczęłam, a co najważniejsze porobiłam wszystkie badania, bo już naprawdę zaczynałam się martwić o swoje zdrowie. Na szczęście wszystko wyszło dobrze i szczęśliwa wróciłam do domu. 

A tymczasem czekam na Męża, który po pracy pojechał na uczelnię (doktorat się sam nie napisze!). Laleczka moja ogląda bajkę w TV, a ja chwilę odpoczywam :-) Zaraz bierzemy się za kąpiel i idziemy spać. 

Miłego wieczora!

17:49, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2016

Muszę powiedzieć, że odkąd zmieniłam pracę - jestem po prostu szczęśliwa. Mam na wszystko czas. Dom jest zawsze ogarnięty, obiad zawsze ugotowany i ciasto upieczone. Dzięki temu jemy i w ogóle żyjemy wszyscy wolniej i co za tym idzie zdrowiej. Lenuszka jest szczęśliwa, że dużo czasu spędza z mamą, ja jestem szczęśliwa, że wspólne chwile nie przelatują mi przez palce. Cieszę się, że wieczorami mam siłę na to, żeby coś ugotować na następny dzień, żeby poczytać, żeby pisać tutaj, żeby spędzić wspaniały wieczór z Mężem... Do tej pory  wyglądało to często tak, że o 21.00 padałam ze zmęczenia i nie byłam zdolna do podjęcia żadnych dodatkowych działań w domu. Po przyjściu z pracy marzyłam, żeby przyszedł wieczór i żebym mogła położyć córunię spać, a zaraz za nią sama runąć na łóżko. Jednym słowem - jest mi DOBRZE, naprawdę DOBRZE.

W związku z nadmiarem wolnego czasu angażuję się w różne rzeczy. Dumą córki się stałam, ponieważ jestem Przewodniczącą Rady Rodziców w jej przedszkolu. Lala śmieje się zawsze, że mama jest prezesem jej przedszkola ;-) Codziennie ćwiczę 30 minut na stepperze, czytam książki, słucham muzyki, oglądam filmy! Napawam się swoim życiem.

A jutro czwartek. Jako, że mój etat czwartku nie obejmuje to od jutra zaczynam weekend. Odwiozę córkę do przedszkola, posprzątam garderobę, pojadę na zakupy, odbiorę pacholę po obiedzie, wrócimy do domu i będziemy piec pierniczki dla Babci Danusi, bo jedziemy do niej na weekend. W niedzielę przychodzi pani Bożenka, żeby posprzątać mieszkanie i pomyć okna. Choinka już ubrana, dekoracje porobione - jest pięknie. Wrócimy do wysprzątanego, czyściutkiego mieszkania  - będzie idealnie. 

22:09, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »

Dzień pogrzebu wujka dłużył mi się w nieskończoność, a do domu wróciłam padnięta i wypompowana. Wyjechaliśmy po godzinie 8 - tuż po tym, jak zaprowadziliśmy córunię do przedszkola. Podróż trwała niebagatelne 4 godziny (zazwyczaj jedziemy dwie i pół). Pogoda dawała się we znaki przez całą trasę - zacinał deszcz ze śniegiem, wiał silny wiatr, było szaro, buro i ponuro... Generalnie kiepska pogoda na cokolwiek. Dojechaliśmy przed 12, zjedliśmy szybki obiad i ruszyliśmy do kościoła. Dobrze, że dotarliśmy wcześniej, bo na pogrzebie zebrało się kilkaset osób... Usiedliśmy przy najbliższej rodzinie zmarłego, a mi coraz bardziej krajało się serce... Nie mogłam patrzyć na zapłakane twarze cioci i sióstr. Cały pogrzeb myślałam o tym, że wujek miał dopiero 50 lat, że to przecież za wcześnie! Już po 16 wyjechaliśmy do domu... a dotarliśmy na godzinę 20. Generalnie spędziliśmy 8 godzin w samochodzie, żeby 3 pobyć na miejscu. Kiedy przekroczyłam próg domu - wypakowałam wałówkę od mamy, która oczywiście zadbała o to, żeby każdy dostał coś dobrego, wykąpałam się i poszłam spać... 

A dziś  w pracy zapomniałam o szkoleniu BHP. Siedziałam w gabinecie zamiast iść na szkolenie. Myśli chyba ciążą niczym kula u nogi...

Jedyny pozytyw dnia dzisiejszego to to, że zrobiłam książkowe zamówienie na Arosie. Na świąteczny czas.

poniedziałek, 05 grudnia 2016

Mąż wrócił do czynnego uprawiania sportu - dwa razy w tygodniu chodzi na pobliską halę, żeby pograć w siatkówkę. Kiedyś grał, szybko sobie przypomniał i świetnie czuje się w tym sporcie. Cieszę się, że się ruszył z domu, bo widzę, że dzięki temu odżywa. A ja mam dwa wieczory w tygodniu na babskie głupoty ;-)

Jutro jedziemy na pogrzeb wujka... Odwozimy Lenusię do przedszkola i od razu ruszamy. Będziemy na pogrzebie, może wstąpimy na stypę i z powrotem do stolicy. To będzie baaaardzo długi dzień, ale najważniejsze, żeby bezpiecznie i szczęśliwie wrócić do domu. 

Coraz częściej myślę nad zmianą wirtualnego miejsca. W ostatnim czasie cofnęłam się wstecz - czytałam mnóstwo swoich starych wpisów i tak sobie myślę, że dużo się u mnie zmieniło. I ja się zmieniłam. Patrzę na świat innymi kategoriami, przez pryzmat innych doświadczeń - a nazwa szalonazona do mojego trybu życia ma się nijak... Druga sprawa jest taka, że blox.pl daje dużo ograniczeń i mało możliwości... Pożyjemy, zobaczymy... na razie tylko rozglądam się za nowym miejscem. 

A tymczasem zgarniam córkę do spania i wskakuję na stepper. Przede mną 30 min szału! ;-) 

niedziela, 04 grudnia 2016

Dziś zmarł wujek Marek... Od dłuższego czasu chorował na nowotwór płuc.. miał 50 lat... Jeszcze 15 października widzieliśmy się na ślubie i weselu mojej kuzynki Pauliny... A dziś już go nie ma... Tak  naprawdę jeszcze ta informacja do mnie nie dochodzi... Najprawdopodobniej we wtorek będzie pogrzeb... Czeka nas smutna wycieczka do domu... 

18:30, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35