RSS
czwartek, 04 sierpnia 2016

Tegoroczny urlop postanowiliśmy spędzić z moimi Rodzicami, którzy zaprosili nas na swoją 30 rocznicę ślubu do Zakopanego. Nie ukrywam, że bardzo się cieszyłam, ponieważ w tym roku spędzaliśmy razem naprawdę niewiele czasu. A powodów tego stanu rzeczy było naprawdę wiele - poszłam do pracy, córka pierwszy rok do przedszkola, a co za tym idzie troszkę nam chorowała i wolno-zdrowych weekendów nie było zbyt wiele. Teraz na szczęście od stycznia dziecię jest kwintesencją zdrowia, a więc szalejemy - dużo wyjeżdżamy, odwiedzamy rodzinę, znajomych - jednym słowem nadrabiamy stracony czas. A w górach było świetnie. Mieszkaliśmy w pięknym hotelu z basenami, salami zabaw, siłownią, squashem, kręgielnią, spa - każdy miał coś dla siebie. Przez pierwszy tydzień  było bardzo ciepło i pięknie świeciło słoneczko, trzy ostatnie z kolei cały czas padało, ale właśnie dzięki temu - skorzystaliśmy ze wszystkich uroków bajkowego hotelu :-) Tak czy siak, jak z każdych wakacji nie chciało nam się wracać do domu ;-) Tylko córunia dopytywała o swoje zabawki i różowe łóżeczko ;-) 

Po przyjeździe do Warszawy, spędziliśmy kilka dni odpoczywając, a ja dodatkowo piorąc i prasując, żeby w piątek odwieźć córkę do Teściów, u których miała spędzić dwa tygodnie. Tak też zrobiliśmy, po czym wróciliśmy do pracy. W czasie wakacji podjęliśmy z Mężem ostateczną decyzję o tym, że zmieniam pracę - na razie rezygnuje z korporacji na rzecz szkoły. Od września rozpoczynam pracę z młodzieżą, jako doradca zawodowy i muszę przyznać, że jestem podekscytowana i szczęśliwa. Gdy o swojej decyzji powiedziałam przełożonym - nie kryli rozczarowania. Chcieli mnie zatrzymać różnymi sposobami i przekonywali, że nie jest to najlepsza decyzja ;-) Ja jednak na razie zostałam przy swoim, dzięki czemu w zasadzie od dziś do końca sierpnia rozpoczynam wakacje, które spędzę ze swoją córunią :-) W każdym razie - pożegnaliśmy się wszyscy dobrze i kulturalnie nie zamykając dalszych możliwości współpracy. Najmilej oczywiście pożegnali mnie współpracownicy - poleciało trochę łez, całe mnóstwo przytulasów, buziaków i innych bliskości ;-) Ja wierzę, że to nie koniec, że jeszcze się spotkamy! :-) 

A tymczasem uciekam pakować walizki! Jutro ruszamy w drogę do Teściów, żeby zabrać nasz skarb, a w sobotę jedziemy do moich Rodziców, u których zostaniemy z Lalinką najbliższy tydzień :-) 

Jest cudnie.

13:44, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 czerwca 2016

Nadeszło długo wyczekiwany lato i przyznaję, że wszystko jak zawsze o tej porze roku zmieniło się na lepsze. Do pracy chce się wstawać, do ludzi uśmiechać, a po pracy organizować jak najwięcej czasu poza domem. Jeśli chodzi o tą organizację to w tym jesteśmy już chyba mistrzami ;-) W żaden weekend maja i czerwca nie było nas w domu - ciągle gdzieś w rozjazdach. Jeśli chodzi o lipiec i sierpień to zapowiada się podobnie. 

Córka rozpoczyna ostatni tydzień przedszkola. Będzie chodziła tylko do końca czerwca, a później będziemy organizować jej czas we własnym zakresie. Wstępne plany są takie: na pierwszy tydzień lipca jedzie do moich Rodziców, a potem wszyscy wyjeżdżamy na 2 tygodnie w góry. Po przyjeździe jedzie na tydzień do Teściów, a potem znów na dwa do moich rodziców. Ostatnie dwa tygodnie sierpnia dziecię znów spędzi z nami nad morzem. Jednym słowem dziecko nasze będzie miało wakacje życia ;-)

Co u mnie... Wreszcie udało mi się zdiagnozować nawracające bóle brzucha, które męczyły mnie od kilku długich miesięcy. Zrobiłam sobie usg jamy brzusznej, które wykazało kamienie w woreczku żółciowym (woreczek najprawdopodobniej będzie do usunięcia), zrobiłam również gastroskopię, która wykazała jedynie lekki stan zapalny trzonu dwunastnicy, który powoduje zarzucanie żółci spowodowane właśnie tym nieszczęsnym woreczkiem... ech... jak stara baba. 

W pracy z kolei napięty okres - bardzo dużo zmian, bardzo dużo pracy, ale nie ukrywam, że sprawia mi to wszystko wiele radości. Udało nam się ogarnąć sprawę mojego zatrudnienia w szkole od września. I muszę powiedzieć, że bardzo poważnie zastanawiam się nad tym rozwiązaniem... Na pewno w domu byłoby mnie więcej - i dla dziecka, i dla męża... obiecałam sobie, że wrócę z wczasów z podjętą decyzją. 

Przed chwilą wróciliśmy z imienin teściowej. W tym roku było wyjątkowo fajnie, bo zjawiła się szwagierka z mężem i dzieciakami i mogliśmy spędzić naprawdę miły czas. Dobre wieści napływają z tamtej strony, bo udało im się dostać kredyt i kupują naprawdę ładne i duże dwupoziomowe mieszkanie w Lublinie :-) 

Wszystko zaczęło się układać, a ja tymczasem uciekam prasować, potem film z Mężem i spać.... :-)

 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Stal sie cud... dostalismy sie do przedszkola panstwowego, a w dodatku do przedszkola naszego pierwszego wyboru! Nie wiem, jak to sie stalo, bo szanse mielismy naprawde marne, no ale stalo sie. Z tego wzgledu, ze w ogole nie bralam takiej ewentualnosci pod uwage, nie zastanawialam sie rowniez, co zrobie jesli sie dostane. Ale myślę, ze decyzja jest prosta... przenosimy Lalinke do nowego miejsca. Po pierwsze nowe przedszkole ma swoja wlasna kuchnie, a nie catering, jak jest w obecnym, ma ogromna sale gimnastyczna, przestronne sale, wielki zadrzewiony ogrod z fajnym lacem zabaw i wysoko wykwalifikowana kadre pedagogiczna - jednym slowem Warszawska Syrenka nalezy do czolowki warszawskich przedszkoli. Nie mozemy nie sprobowac. Gdyby cos okazalo sie nie tak - wrocimy do starego przedszkola. 

Co u nas... zaczynamy myslec o majowce. Chcielibysmy gdzies pojechac i odpoczac tylko we trojke... zobaczymy czy sie uda.

Obydwoje z mezem mamy bardzo duzo pracy. Intensywnie ostatnio zyjemy... na szczescie na to, co najwazniejsze - czas znajdujemy. Coraz czesciej mysle o powiekszeniu rodziny ;-) Nie jestem jeszcze zdecydowana i gotowa na ta decyzje, nie wiem czy kiedykolwiek to w ogole nastapi, ale pojawiaja sie od czasu do czasu w mojej glowie takie mysli. Corunia jest juz duza i samodzielna, ale nie na tyle duza, zebym zapomniala, jak to jest opiekowac sie maluchem ;-) Na razie jednak to tylko przeblyski w mojej podswiadomosci ;-) Na konkrety trzeba bedzie poczekac.. sama nie wiem ile ;-) 

 

22:09, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 marca 2016

4 miesiące nieobecności na blogu to chyba mój rekord. Ale czuję się w pełni usprawiedliwiona, bo u nas wciąż dużo się dzieje... Praca, przedszkole córuni, przedszkolne choroby, moje studia podyplomowe, doktorat męża, nowe perspektywy, pierwsze rozłąki - to wszystko stało się naszą codziennością. 

Pierwszy i najważniejszy temat - CÓRKA. I nie będę tu pisać, jak mądrą, wspaniałą, piękną i dobrą dziewczynką jest (choć tak jest!), ale o tym, że w życiu tej istotki doszło do ogromnych zmian i wielkich przełomów, które sprawiły całej naszej rodzinie wiele radości. Zacznę od tego, że pokochała przedszkole :-) Uwielbia swoją ciocię Martynkę, wujka Adriana i koleżanki. Przyjście do placówki, nawet po dłuższej nieobecności, nie stanowi już dla niej większego problemu. Po drugie - po raz pierwszy Lalinka wyjechała sama z tatusiem do dziadków :-) I muszę powiedzieć, że tęskniłam ogromnie, a dom bez tych dwóch łobuzów był okropnie pusty, ale odpoczęłam również. Miałam kilka dni tylko dla siebie... Pierwszy taki czas od 3 lat :-) W wyniku dwóch chorób córuni z ostatnich miesięcy (dwa razy zapalenie oskrzeli pod rząd) postanowiliśmy, że jeszcze wyślemy Pociechę do babci do Buska. I tak też zrobiliśmy. Pyzaczek został z dziadkami całe 10 dni. Było troszkę pytań w stylu: kiedy wrócą rodzice, gdzie jest mama etc. ale zero płaczów, narzekań i lamentów. Za to powitanie po tak długim czasie - niepowtarzalne :-) Ten czas wykorzystaliśmy z Mężem bardzo intensywnie na odpoczynek, relaks i czas we dwoje. Chodziliśmy do restauracji, byliśmy w teatrze (Mamma Mia w teatrze Roma - boskie!!!), obejrzeliśmy pierwszy sezon House of Cards, spacerowaliśmy, zarywaliśmy noce, spotykaliśmy się ze znajomymi i przez chwilę żyliśmy tak, jak to było na samym początku - fajne doświadczenie ;-)

Święta Wielkanocne w tym roku spędziliśmy u moich rodziców - i tam również obchodziliśmy przedwcześnie urodzinki córuni. I jak zwykle było pięknie :-) Choć cała Rodzina żyje już przygotowaniami do ślubu Wojtka i Moniki to te dni skupione były tylko na naszej Księżniczce, która doszczętnie zawładnęła sercami domowników.

W kwestii pracy to muszę przyznać, że jestem zadowolona - fajni ludzie, blisko domu, bardzo dobra kasa ;-) Czego można chcieć więcej? Jednak przede mną otwierają się nowe perspektywy... I mam nadzieję, że już w tym miesiącu wszystko się wyjaśni i przyjdzie czas na zmiany - na jeszcze lepsze :-)

środa, 04 listopada 2015

Pierwszy dzień pobytu w przedszkolu córuni do godziny 15 minął naprawdę bardzo dobrze. Lalunia pięknie się bawiła, jadła i w ogóle nie płakała. Gdy weszłam po nią do przedszkola o punkt 15 usłyszałam od córki, że muszę chwilę na nią poczekać, gdyż musi jeszcze zjeść zupę. I tak zjadła talerz zupy, a potem drugi, pobiegła umyć ręce i jeszcze chwilę potańczyła z dziećmi, bo leciała jedna z jej ulubionych piosenek "Koła autobusu kręcą się". W efekcie wyszłyśmy z placówki dobre 40 minut później.

Dzisiejszy poranek to totalny luksus. Bez najmniejszych płaczów i jęków Lalunia pobiegła do przedszkola, a ja pojechałam na badania. Jak każdej jesieni robię sobie morfologię, cytologię (jutro jadę do ginekologa), USG piersi i USG ginekologiczne. Wolę mieć wszystko pod kontrolą i raczej nie zaniedbuję kwestii zdrowia. 

A od poniedziałku idę do pracy. Wszystko się zmieni. Miejmy nadzieję, że nie na gorsze :)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze