RSS
wtorek, 03 października 2017

Lekka temperatura Lenki trwała 2 dni i zakończyła się wysypką. Stąd wiedzieliśmy, że córunia przechodziła chorobę bostońską. Kilka dni później to samo zaczęło się u mnie, ale jak szybko przyszło, tak szybko poszło. Niestety musiałam wziąć antybiotyk, bo do choroby bostońskiej dołączyła mi się jeszcze paskudna angina. Zdecydowanie najgorzej chorobę przeszedł Mąż, który gorączkował kilka dni, a potem dostał ogromnego wysypu... Krostki miał na całych dłoniach, stopach, a nawet na twarzy i we włosach! Bostonka męża trwa już kilka dni, ale niestety jakby końca nie było widać. 

Po tygodniu L4 wróciłam do pracy.  Na szczęście tydzień mojej infekcji umilała mi córunia, której pozwoliłam zostać ze mną w domu. I muszę przyznać, że fajny był to tydzień :) Już dawno nie miałyśmy naszych długaśnych poranków, wspólnego gotowania i spacerów w słońcu. A tydzień mojego zwolnienia obdarował nas cudowną polską, złotą jesienią :)

W piątek odwiedzili nas moi rodzice. Spędziliśmy bardzo miły wieczór, a w sobotę przed południem wyjechali do Łochowa na ślub chrześnicy mojej mamy-Matyldy. Weekend minął nam bardzo miło na spotkaniach z sąsiadami i przesiadywaniu na osiedlowym placu zabaw. Lenka szczęśliwa, bo miała towarzystwo, a mnie czas uciekał nie wiadomo kiedy. Tylko Mąż biedny siedział w domu i w ogóle nie korzystał z pogody.

Wczoraj Lenka pojechała na wycieczkę z przedszkola. Cały dzień spędzili w gospodarstwie agroturystycznym 40 km od Warszawy. Córci bardzo się podobało i widać, że świetnie się bawiła. O 16 odebrałam ją z przedszkola, a już o 17 pojechaliśmy na pierwsze zajęcia tańca w tym roku. Zmieniliśmy zeszłoroczne miejsce, na takie tuż pod domem (10 min spacerkiem). Pierwsze zajęcia bardzo spodobały się zarówno Lence, jak i jej koleżankom, dlatego postanowiliśmy, że opłacimy cały miesiąc. A od przyszłego miesiąca może uda się zorganizować zajęcia 2 razy w tygodniu. 

08:57, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 września 2017

Tegoroczny wrzesień upływa nam pod znakiem 5tej rocznicy naszego ślubu. Drewniana rocznica :) 5 lat temu zostałam żoną, mojego Męża, a mnie wydaje się, jakby było to wczoraj. Naprawdę nie wiem, kiedy ten czas minął... A był to czas naszych wzlotów i upadków, wielkiej miłości i namiętności, ale również kłótni, sprzeczek i niedomówień. Dziś wciąż mogę powiedzieć, że jestem z najwspanialszym człowiekiem na ziemi, który jest moim wsparciem, moim przyjacielem i bratnią duszą, której przez całe życie szukałam. 

Wrzesień mija mi również pod znakiem nowej pracy. Od nowego roku szkolnego podjęłam etat psychologa w nowej placówce - tym razem w szkole podstawowej. Podjęłam go nie rezygnując oczywiście z pierwszego etatu - psychologa w liceum. Nie ukrywam, że początki były ciężkie. Trudno było pogodzić mi dwie prace, żeby przy tym uszczerbku nie poniosło na tym nasze życie rodzinne. Ale udało się :) Ciągnę ten wózek (a właściwie to dość spory wóz;)), choć wymaga to ode mnie dużo samodyscypliny i dobrej organizacji czasu, a co najważniejsze wsparcia Męża, który na szczęście zawsze jest i rozumie.

Lenka zrobiła nam w poniedziałek wieczorem niespodziankę i dostała temperatury. Po 1,5 roku niechorowania trochę odzwyczailiśmy się od takich sytuacji. Standardowo zajrzałam dziecięciu do gardła - czerwone, jak mój nowy lakier do paznokci... a więc złapaliśmy intruza! W ruch poszły tabletki do ssania, spraye do gardła i leki przeciwgorączkowe. We wtorek było już lepiej, a dziś jest już zupełnie dobrze. Przyjechała do nas Teścióweczka, która siedzi z Lalą w domu i umila jej czas. Mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu wrócimy do przedszkola. 

A co do przedszkola - obiecałam sobie, że w tym roku zrezygnuję z funkcji przewodniczącej rady rodziców... Ale cóż... chyba mi się nie udało. Prośby pani dyrektor były silniejsze niż moja asertywność i drugi rok z rzędu będę przewodniczącą w przedszkolu córuni. 

Ciągle biegam! Mimo złej pogody nie poddaje się! Choć przyznaję, że jeden z ostatnich tygodni był tak zimny, wietrzny i deszczowy, że nie wyszłam biegać nawet raz :/ Na szczęście nie odpuszczam sobie - ćwiczę w domu z internetowymi filmikami i na stepperze, który pewnie będzie podtrzymywał moją formę przez całą zimę. Racjonalnie się odżywiam, a przynajmniej się staram. Jedyne czego jeszcze nie opanowałam to wieczornego obżerania się! Jak dopadnie mnie wieczorny głód to klękajcie narody! Nie ma na niego mocnych! Wypijam codziennie butelkę wody i tak naprawdę to z tego jestem najbardziej dumna. Zmiany wprowadzałam małymi kroczkami, ale wytrwale się ich trzymam i muszę przyznać, że lepiej się z tym czuję. Planuję posiłki, robię zakupu raz w tygodniu (a nie siedem, jak do tej pory), gotuję wieczorami, żeby w ciągu dnia nie śpieszyć się, jem wolno i spokojnie. Pozostaje mi jedynie walka z wieczornym obżarstwem ;) I cel jest jeden - wyeliminować je do końca roku. Jeśli uda mi się to to rok 2017 zakończę z pełną listą zrealizowanych postanowień.

 

14:41, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 sierpnia 2017

Odkąd pracuję w szkole zmieniła się moja nomenklatura słowa LATO. A w zasadzie to może nie tyle zmieniła się, co wróciła do dawnego znaczenia z czasów, kiedy jeszcze sama byłam uczennicą. LATO = WAKACJE.

Moje wakacje rozpoczęły się w tym roku 23 czerwca, a tak w zasadzie to 26 czerwca, ponieważ właśnie tego dnia miałam egzamin na nauczyciela kontraktowego, który na szczęście z powodzeniem zdałam. Kilka dni po egzaminie Mąż odwiózł nas z córunią do moich Rodziców, u których spędziłyśmy pełne 2 tygodnie. Odpoczęłyśmy, opaliłyśmy się, duuużo spacerowałyśmy i w ogóle bardzo miło spędziłyśmy czas. Korzystając z okazji, że dłużej jestem w domu rodzinnym postanowiłam zorganizować moje trzydzieste urodziny dla wszystkich moich najbliższych, którzy hojnie obdarzyli mnie z tej okazji prezentami. Urodziny udały się świetnie - fajnie jest móc spotkać się z całą rodziną przy jednym stole i porozmawiać o wszystkim, pośmiać się, pożartować... Nawiązując do tematu prezentów - wszystkie były naprawdę cudowne. Od Rodziców dostałam piękny złoty zegarek, o którym zawsze marzyłam, od cioci i Babci - cudowną złotą obrączkę z brylantami, którą zresztą sama sobie wybrałam (a od Babci jeszcze przepiękny sportowy zegarek). Prezentowi od Męża poświęcę osobne zdanie, ponieważ przebił wszystko. Mój ukochany zabrał mnie na wspaniały weekend do Krakowa, podczas którego mogliśmy być tylko dla siebie i spędzić razem naprawdę cudowne chwile. Spacerowaliśmy po krakowskiej Starówce, byliśmy na Wawelu, chodziliśmy wzdłuż Wisły... Mieszkaliśmy w uroczym hotelu Batory, w którym to Mąż wynajął najpiękniejszy z możliwych apartament. A w dniu moich 30stych urodzin zagrał dla mnie sam BRUNO MARS! Koncert był taką wisienką na urodzinowym torcie - niesamowite emocje, wspaniała zabawa i wspomnienia do końca życia. Cała moja rodzina, na czele z ukochanym Mężem sprawiła, że swoich 30stych urodzin nigdy nie zapomnę. BYŁO WYJĄTKOWO.

W połowie lipca wyjechaliśmy na upragnione rodzinne wczasy do Karpacza. Mieszkaliśmy w najpiękniejszym polskim hotelu, w którym miałam okazję mieszkać dotychczas. Hotel Gołębiewski oczarował nas totalnie. Wspaniały aqua park i ogromne baseny zewnętrzne, pyszne jedzenie w cudownych restauracjach, czarujące wnętrza, przestronne pokoje, ogromne sale zabaw, plac zabaw zewnętrzny, tor saneczkowy, zjeżdżalnie na oponach, stajnia z kucykami, na których jeździły dzieciaki, codzienne mini disco i mnóstwo innych zajęć dla dzieciaków i sprawnie działający animatorzy to jeszcze nie wszystko za co można pochwalić to miejsce. Pogoda trafiła nam się piękna, choć ostatnie 4 dni temperatura sięgała wysoko ponad 30 stopni. Wróciliśmy opaleni, wypoczęci i szczęśliwi, mimo że 10 dni, które tam spędziliśmy minęły, jak krótka chwila. 

Ze spraw INNYCH. Od kilku dobrych tygodni intensywnie biegam. I muszę powiedzieć, że zakochałam się w tym sporcie totalnie. Nie wiem, czy to przez to, że w zimę twardo maszerowałam na stepperze, czy po prostu wreszcie znalazłam sport odpowiedni dla siebie, ale nie wyobrażam sobie teraz tygodnia bez biegania. Biegam średnio 3 razy w tygodniu po 5 km. I muszę przyznać, że dobrze mi z tym cholernie :-) 

Korzystając z córunia spędza tydzień u dziadków w Siedlcach my z Mężem korzystamy z życia. W poniedziałek poszliśmy razem pobiegać, a wieczorem obejrzeliśmy świetny film ("Pamiętnik"), napiliśmy się winka, zjedliśmy dobrą kolację... wczoraj wybraliśmy się na zakupy i kolację do Wola Parku, a potem pojechaliśmy do Piwnicy pod Harendą na koncert bluesowy. Po 23:00 zrobiliśmy sobie spacer po Krakowskim Przedmieściu... ojj nie pamiętam już, kiedy takie rzeczy mogliśmy robić bez ograniczeń kiedy tylko chcieliśmy ;-) I muszę powiedzieć, że dobrze mi z tym moim Mężem. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

A dziś wieczorem wychodzę do sąsiadki Oli - wino i krewety w damskim gronie :-)  Będzie bosko.

 

10:32, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 maja 2017

Maj to mój ulubiony miesiąc w całym roku. I to wcale nie dlatego, że właśnie w maju obchodzę urodziny (choć też!), ale głównie dlatego, że dni są długie, ciepłe, słoneczne i chce się żyć. Niestety w tym roku maj zmylił nas totalnie... Zamiast ciepełka, słoneczka i długich popołudni na świeżym powietrzu mamy poranne przymrozki, przelotne opady śniegu i do 12 stopni w dzień... Wiosno! Gdzie jesteś!?

Co u nas? Samo dobre :-)

Córunia - kocha przedszkole, uwielbia swoje Panie wychowawczynie, zachwyca się koleżankami i kolegami, chodzi do Egurrola Dance Studio, a taniec stał się jej miłością. Mówi, śpiewa, recytuje, zadaje setki pytań dziennie :-) I mimo, że czasem nie jest łatwo nam się dogadać, bo chce rządzić ponad wszystko i wszystkim to jest wspaniale. Bycie jej mamą to dla mnie największe szczęście w życiu.

Mąż - przyszły upragnione zmiany zawodowe i awans. Mój ukochany stał się szefem Działu Sprzedaży Detalicznej i cóż mogę powiedzieć - dumna jestem z niego bardzo :-) Każdego dnia uświadamiam sobie, że jest moją największą siłą, wsparciem, moim najlepszym przyjacielem i największą miłością :-) 

Ja - w pracy czuję się wspaniale. Fantastyczni ludzie, fajna młodzież i mnóstwo nowych znajomości to coś czego potrzebowałam. Poza tym praca, która daje mi satysfakcję to dokładnie to, czego brakowało mi od dawna w korporacji. 

Niedawno miałam bardzo ciężki okres. W kwietniu sporo chorowałam, a w zasadzie cięzko nazwać to chorobami - raczej permanentnym przeziębieniem. Czułam się do tego stopnia źle, że postanowiłam wyjechać na majówkę do moich rodziców. A z tego względu, że miałam cały tydzień wolny - pomysł zrealizowałam. I nie żałowałam. U rodziców naładowałam baterię, bardzo odpoczęłam, a co najważniejsze porobiłam wszystkie badania, bo już naprawdę zaczynałam się martwić o swoje zdrowie. Na szczęście wszystko wyszło dobrze i szczęśliwa wróciłam do domu. 

A tymczasem czekam na Męża, który po pracy pojechał na uczelnię (doktorat się sam nie napisze!). Laleczka moja ogląda bajkę w TV, a ja chwilę odpoczywam :-) Zaraz bierzemy się za kąpiel i idziemy spać. 

Miłego wieczora!

17:49, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2016

Muszę powiedzieć, że odkąd zmieniłam pracę - jestem po prostu szczęśliwa. Mam na wszystko czas. Dom jest zawsze ogarnięty, obiad zawsze ugotowany i ciasto upieczone. Dzięki temu jemy i w ogóle żyjemy wszyscy wolniej i co za tym idzie zdrowiej. Lenuszka jest szczęśliwa, że dużo czasu spędza z mamą, ja jestem szczęśliwa, że wspólne chwile nie przelatują mi przez palce. Cieszę się, że wieczorami mam siłę na to, żeby coś ugotować na następny dzień, żeby poczytać, żeby pisać tutaj, żeby spędzić wspaniały wieczór z Mężem... Do tej pory  wyglądało to często tak, że o 21.00 padałam ze zmęczenia i nie byłam zdolna do podjęcia żadnych dodatkowych działań w domu. Po przyjściu z pracy marzyłam, żeby przyszedł wieczór i żebym mogła położyć córunię spać, a zaraz za nią sama runąć na łóżko. Jednym słowem - jest mi DOBRZE, naprawdę DOBRZE.

W związku z nadmiarem wolnego czasu angażuję się w różne rzeczy. Dumą córki się stałam, ponieważ jestem Przewodniczącą Rady Rodziców w jej przedszkolu. Lala śmieje się zawsze, że mama jest prezesem jej przedszkola ;-) Codziennie ćwiczę 30 minut na stepperze, czytam książki, słucham muzyki, oglądam filmy! Napawam się swoim życiem.

A jutro czwartek. Jako, że mój etat czwartku nie obejmuje to od jutra zaczynam weekend. Odwiozę córkę do przedszkola, posprzątam garderobę, pojadę na zakupy, odbiorę pacholę po obiedzie, wrócimy do domu i będziemy piec pierniczki dla Babci Danusi, bo jedziemy do niej na weekend. W niedzielę przychodzi pani Bożenka, żeby posprzątać mieszkanie i pomyć okna. Choinka już ubrana, dekoracje porobione - jest pięknie. Wrócimy do wysprzątanego, czyściutkiego mieszkania  - będzie idealnie. 

22:09, szalona.zona
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Tagi